Salon wielofunkcyjny: kino, jaskinia gier i centrum sterowania

Salony zmieniają się na naszych oczach. Ich tradycyjna rola coraz częściej jest uzupełniana o nowe możliwości.

Sala kinowa w domu
Należy do nich m.in. odtworzenie w domu warunków panujących w sali kinowej. Nie jest to proste zadanie - wszystko za sprawą faktu, że ekran telewizora jest zarazem źródłem światła, podczas gdy ekran w kinie świeci światłem odbitym. Nic zatem dziwnego, że poszukiwacze kinowych wrażeń inwestują nie tylko w nagłośnienie, ale także w zbliżone do kinowego źródło obrazu – projektor.
Jeszcze do niedawna wiązało się to z poważnymi ograniczeniami. Dobre projektory nie dość, że kosztowały sporo, to na dodatek wymagały ustawienia w znacznej odległości od ekranu. Na szczęście rozwój technologii pozwala nam obejść te problemy – coraz więcej marek ma w swojej ofercie rozsądnie wycenione projektory krótkiego rzutu, które bez problemu możemy ustawić niemal bezpośrednio pod ekranem.
Inne, jak choćby Optoma UHL55, potrafią samodzielnie zmierzyć odległość od ekranu i automatycznie skorygować ustawienia tak, aby wyświetlać obraz bez zniekształceń.

Soundbar zamiast wielu kolumn
Nieodłącznym elementem kina jest odpowiednie nagłośnienie. Przez lata, gdy oczekiwaliśmy dźwięku przestrzennego, oznaczało to zastosowanie systemu wielokolumnowego, z głośnikami w układzie co najmniej 5.1. Choć dźwiękowi puryści nadal preferują takie rozwiązania, to dla osób oczekujących po prostu dobrej rozrywki ciekawą alternatywą stają się soundbary – zestawy głośników zamontowanie w listwie umieszczanej zazwyczaj pod telewizorem.
Zestaw takich głośników – znajdujących się fizycznie w jednym miejscu – jest w stanie symulować dźwięk przestrzenny, zapewniając użytkownikowi złudzenie, że źródła dźwięku są rozmieszczone wokół niego. Dzięki rozwojowi technologii jakość tak generowanego dźwięku „przestrzennego” staje się coraz lepsza, a zaawansowane soundbary mogą stanowić realna konkurencję dla rozwiązań wielokolumnowych.
Z praktycznego punktu widzenia, nawet przy wysokiej cenie dobrych soundbarów, oznacza to liczne korzyści. Rozwiązanie takie sprawdzi się nawet w niewielkich salonach, gdzie zastosowanie dużych kolumn oznaczałoby zajęcie cennej przestrzeni. Co więcej, soundbar, w ewentualnym komplecie z subwooferem, upraszcza również kwestię przeciągania i maskowania przewodów, uciążliwych zwłaszcza w przypadku bocznych kolumn.

Konsole zamiast pecetów, telewizory zamiast konsol
Zmienia się także – w kontekście salonu - rynek gier wideo. Przez długie lata Polska, środkowa i wschodnia Europa, a także m.in. Chiny, stanowiły bastion grania na PC. W krajach Zachodu centrum rozrywki było jednak nie biurko z komputerem, ale salon z telewizorem, kanapą i konsolą. I choć rynek gier na PC – mimo wieszczonego co kilka lat końca – ma się niezmiennie bardzo dobrze, warto odnotować stopniową zmianę naszych przyzwyczajeń i coraz większą popularność konsol. Z graniem przenosimy się zza biurek na kanapę – właśnie do salonu.
Drugim filarem tego trendu jest coraz lepiej działająca i rozwijana przez najważniejsze koncerny technologia streamingu gier. Chodzi w niej o to, że wszelkie obliczenia potrzebne do rozgrywki dokonywane są nie na naszym, znajdującym się w domu, sprzęcie, ale na odległym, mocnym komputerze. Należy on do dostawcy takiej usługi i przesyła obraz na nasz ekran poprzez łącze internetowe.
W praktyce oznacza to, że wraz z rozwojem tej technologii zniknie sens kupowania – z myślą o grach – komputera czy konsoli. Zamiast nich wystarczy nam podłączony do szybkiego łącza internetowego telewizor, na który strumieniowana będzie wybrana przez nas gra. Oznacza to stopniowe wypieranie z naszych domów nie tylko komputerów osobistych, ale i znikanie z salonów konsol.

Centrum dowodzenia inteligentnym domem
Inteligentny dom był kiedyś marzeniem, na którego realizację mogli pozwolić sobie tylko najzamożniejsi. Choć zaawansowane rozwiązania z zakresu automatyki domowej nadal nie należą do najtańszych, to integracja wielu urządzeń różnych marek jest znacznie prostsza – wystarczy, że obsługują one któryś z przeznaczonych do tego celu standardów komunikacyjnych.
Centrum dowodzenia domem często staje się salon, gdzie trafia tzw. mostek - urządzenie zarządzające pracą różnych sprzętów, obsługujących wspólny standard, jak choćby promowany przez markę Apple HomeKit. Dzięki niemu urządzenia różnych producentów, jak kamery, światła, zamki czy termostaty, mogą wymieniać dane i współpracować. Dodatkowe możliwości daje również podłączenie do domowego ekosystemu któregoś z inteligentnych głośników.
Poza odtwarzaniem dźwięku zapewniają one obsługę jednego z licznych, konkurencyjnych asystentów głosowych, jak Apple Siri, Amazon Echo czy Asystent Google’a. Choć sterowanie domowym ekosystemem jest możliwe przede wszystkim poprzez aplikację mobilną – a tym samym wykonalne z dowolnego miejsca na świecie – to serce tak zorganizowanego, inteligentnego domu, wciąż bije w salonie.

Wielofunkcyjna przestrzeń. Salon, który pojawia się, gdy go potrzebujemy

Cyfrowi nomadzi - dzięki cyfryzacji coraz liczniejszych aspektów życia mogą uwolnić się od ograniczeń narzuconych przez przedmioty i miejsca. To właśnie oni są forpocztą zmian, które czekają wielu z nas.

Przestrzeń staje się coraz cenniejszym zasobem. Gdyby wierzyć XX-wiecznym wizjonerom, z czasem nasze miasta, a przynajmniej niektóre z nich, przerodzą się w betonowe kaniony. Rozpocznie się wyścig w górę, by – jak drzewa – wysoko szukać miejsca i światła. Ta imponująca rozmachem, ale często ponura wizja nie zawsze zazębia się z zyskującą coraz więcej zwolenników ideą cyfrowego nomadyzmu.
Rozwój technologii sprawia, że coraz częściej miejsce, w którym przebywamy, traci na znaczeniu. Możemy pracować zdalnie, zdalnie korzystać z wielu usług i dobrodziejstw cywilizacji, a do tego – w razie potrzeby – mamy możliwość szybkiego przemieszczania się.
Prowadzi to do sytuacji, w której dom przestaje być przypisanym do miejsca adresem, a staje się wycinkiem rzeczywistości z nami w roli punktu odniesienia. Nic dziwnego, że trendy te dostrzegają nie tylko socjologowie. Naprzeciw zmieniającym się potrzebom wychodzą także projektanci, oferujący możliwość zamieszkania dostosowaną do zmieniających się potrzeb.

Funkcja zależna od potrzeby chwili
Jednym z przykładów zmieniających się trendów jest coraz ciekawsza oferta mobilnych mikrodomów. To kwintesencja użyteczności, gdzie jedna przestrzeń, w zależności od potrzeby chwili, może pełnić rolę salonu, kuchni czy sypialni. Wizja obszernego, komfortowego salonu skompresowanego do kilku metrów kwadratowych, na dodatek współdzielonych z innymi pomieszczeniami, w pierwszej chwili może wydawać się nieco zbyt radykalna.
Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej proponowanym rozwiązaniom okaże się, że starannie przemyślany mikrodom jest w stanie zaoferować nam komfort porównywalny ze znacznie większą nieruchomością. Co więcej, nieszablonowe rozwiązania często przekładają się na jakość życia nieosiągalną w przypadku tradycyjnych mieszkań.
Zwraca na to uwagę raport, przygotowany przez Infuture Hatalska Foresight Institute, zajmujący się identyfikacją trendów i przewidywaniem zmian, jakich w przyszłości doświadczy świat za ich przyczyną.

Cyfrowi nomadzi, czyli salon na godziny
Do zidentyfikowanych przez instytut trendów należą m.in. mikromieszkania i mobilne domy. W obu przypadkach salony – choć nadal stanowią ważny element naszego mieszkania – zostały mocno zredukowane. Dotyczy to zarówno zajmowanej przez nie powierzchni, jak i faktu współdzielenia przestrzeni z innymi pomieszczeniami.
Ten sam kilkumetrowy kawałek podłogi może być – w zależności od potrzeb – sypialnią, jadalnią albo salonem. Może również być biurem, zamieniając się w potrzebne w danej chwili miejsce do pracy. Wszystko zależy od aktualnej aranżacji, co dzięki wykorzystaniu modułowych, łatwych do przestawiania i łączenia mebli nie wymaga dużego nakładu pracy czy czasu.
Jak wynika z prognoz firmy Intuit, już niebawem, w 2020 roku, 40 proc. zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych będzie mogło wykonywać swoją prace zdalnie. Do 2035 roku ich udział wzrośnie do połowy ogółu pracujących, a już około 2035 roku miliard Ziemian będzie zaliczał się do cyfrowych nomadów.

Dom jak szwajcarski scyzoryk
Odpowiedzią na ten trend jest wielofunkcyjna przestrzeń, gdzie funkcja salonu jest jedynie jedną z wielu. Przykładem praktycznego wdrożenia takiego pomysłu jest m.in. zaprezentowana w 2017 roku Ie-Mobi, koncepcyjna konstrukcja Hondy, będąca połączeniem domu i samochodu. Co istotne, nie jest to kolejna wariacja na temat samochodu kempingowego, ale całkowicie nowatorka koncepcja, integrująca środek transportu z miejscem zamieszkania.
Nieco bardziej konserwatywne podejście prezentuje polska firma Redukt, oferująca drewniane, mobilne domy na kołach. Również i w tym przypadku salon pełni swoją funkcję nie w wyniku stałego wydzielenia fragmentu przestrzeni, ale dzięki doraźnemu dostosowaniu jej do aktualnych potrzeb.

Salon, którego nie ma. Emocje zamiast kolejnego pokoju

Jak będą wyglądały nasze salony za kilkadziesiąt lat? Być może takie pytanie nie ma najmniejszego sensu. Być może salon stanie się przeżytkiem - jak dzisiaj lampa naftowa czy spluwaczka. Znacznie trafniejsze wydają się za to wątpliwości: jeśli salon zniknie, to czym go zastąpimy? Nie oznacza to oczywiście, że przestaniemy potrzebować wypoczynku i relaksu. Rozwój technologii wyeliminuje jednak dzisiejszego pośrednika w postaci oddzielnego pomieszczenia przeznaczonego do tych celów. Co go zastąpi?

Technologia zatacza koło
Obserwując rozwój konsumenckich technologii, można zauważyć powracające ze sporą regularnością trendy. Jednym z nich jest wirtualna rzeczywistość. Po raz pierwszy zawładnęła wyobraźnią (wówczas jeszcze nie masową) w połowie lat 80., wraz z pierwszymi eksperymentami Larona Laniera, entuzjastycznie eksploatowanymi przez popkulturę. Mogło się wówczas wydawać, że przełom, otwierający przed ludźmi nieograniczone możliwości związane z kreowaniem przez komputery nowej rzeczywistości, jest tuż za rogiem.

Nic bardziej mylnego – efektowne demonstracje technologii nie znajdowały początkowo przełożenia na konsumenckie produkty. Nie zmieniła tego druga fala wirtualnej rzeczywistości. Wprawdzie przyniosła wiele modeli konsumenckiego sprzętu, ale był to sprzęt bardzo daleki od doskonałości, nieporęczny i drogi. A do tego – co chyba najistotniejsze – oferujący wirtualną rzeczywistość w jej mocno uproszczonej formie.
Dość wspomnieć takie wynalazki, jak hełm VR Forte VFX1, korzystającą z komputera Amiga 3000 platformę Virtuality 1000SU czy konsolę Virtual Boy, łącząca popularną, przenośną konsolę do gier z namiastką wirtualnego świata. Sprzęty te, owszem, spotkały się z zainteresowaniem, ale szybko trafiły do lamusa.

Konsola Virtual Boy była koszmarnie nieporęczna

Obraz w Virtual Boyu był dostępny tylko w jednym kolorze – i był to kolor… czerwony

Sprzęt był największą wtopą firmy Nintendo w historii. Sprzedało się tylko 770 tysięcy sztuk tego urządzenia

Wirtualna rzeczywistość powraca
Minęły dwie dekady i wirtualna rzeczywistość ponownie trafiła na wznoszącą falę wzbudzoną m.in. przez genialnego nastoletniego konstruktora. Palmer Luckey najpierw zaprojektował gogle VR Oculus Rift, a później – sprzedając swoją firmę Facebookowi – zarobił miliardy, stając się rozpoznawalną postacią.
Nic dziwnego, że niemal każda licząca się w branży elektronicznej firma postanowiła upomnieć się o swój kawałek tortu, oferując albo własne gogle VR, albo jakieś powiązane z wirtualną rzeczywistością produkty.

Jak się to ma do salonu przyszłości? Współczesne rozwiązania, dotyczące wirtualnej rzeczywistości, wciąż jeszcze są dalekie od doskonałości. Ale w nieodległej przyszłości – kto wie? – najprawdopodobniej wiele z dzisiejszych pomysłów dojrzeje i zyska nową, doskonalszą formę. Złudzenie wirtualnego świata będzie oddziaływać na coraz większą liczbę zmysłów, z powonieniem, smakiem i dotykiem włącznie.

Współczesne gogle wirtualnej rzeczywistości oferują nieporównywalnie lepszą jakość grafiki od modeli sprzed lat

VR ciągle ma wiele wad i pozostaje ciekawostką, a nie powszechnie dostępnym urządzeniem

Nie ulega jednak wątpliwości, że technologia ta będzie się rozwijać. Kto wie, może w dalekiej przyszłości w ogóle zastąpi nam domowe salony? Tylko czy nie jest to odrobinę dystopijna wizja?

Rozrywka i relaks na wynos
Nietrudno wyobrazić sobie wówczas realia, w których żaden salon nie będzie już potrzebny. Zamiast seansu filmowego czy rozgrywki przed konsolą wystarczy założyć na głowę (a może podpiąć do układu nerwowego?) odpowiedni sprzęt i… nagle ograniczenia przestaną istnieć. Chcemy obejrzeć film w monumentalnej sali kinowej? Żaden problem – w jednej chwili ujrzymy przed sobą nie tylko wielki ekran, ale poczujemy fakturę kinowego fotela, uderzenie potężnego dźwięku w żołądku, a nawet – jeśli tylko będzie to stanowić część naszych ulubionych, kinowych doświadczeń – zapach popcornu.

Zamiast siadać przed ekranem telewizora i wczuwać się w kierowcę rajdowego, wystarczy moment, by – dosłownie – wszystkimi zmysłami poczuć, że oto właśnie siedzimy w fotelu superszybkiej maszyny, biorącej właśnie udział w morderczej rywalizacji. Emocje, wyczerpanie, radość z sukcesu i gorycz porażki – wszystko to stanie się naszym udziałem bez potrzeby meblowania i wyposażania salonu. Nasz salon, oferujący niepomiernie więcej od współczesnego, będzie bowiem nieustannie nam towarzyszył.
Mobilny, niekłopotliwy, możliwy do błyskawicznego przearanżowania – uwolniony od swojej fizycznej postaci salon przestanie być miejscem o konkretnym adresie. Stanie się towarzyszącym nam zbiorem emocji i doznań, które – dzięki wsparciu technologii – będziemy uwalniać w dogodnym dla nas miejscu i czasie.

Sypialnia dalekiej przyszłości, czyli kasowanie pamięci i programowanie snów

Co spotka nas w sypialni za kilkadziesiąt lat? Jednym z kierunków rozwoju nauki i technologii jest panowanie nad snami i wspomnieniami.

Nie zachowuj złych wspomnień
Jest rok 2040. Choć autonomiczne pojazdy dominują już w ruchu ulicznym, wciąż jeszcze nie brakuje osób, które wolą samodzielnie kierować autami. Niestety, człowiek popełnia błędy. Jeden z nich dotknął bezpośrednio ciebie, gdy w twoją autonomiczną kapsułę transportową uderzył swoją muzealną hybrydą jakiś zaspany kierowca. Nic ci się nie stało, ale nie chcesz pamiętać nieprzyjemnych wspomnień.
Wieczorem kładziesz się do łóżka. Na programatorze wybierasz kasowanie pamięci i leczenie ewentualnych skutków szoku pourazowego. Nie chcesz przeżywać porannego wypadku w myślach ciągle na nowo.
Krzepiący sen kończy się rano w precyzyjnie dobranym momencie – gdy drzemiesz najpłycej. Nic dziwnego, że budzisz się w doskonałym nastroju, a po wczorajszej kolizji nie ma żadnego śladu. Nie pamiętasz wypadku i swojego przerażenia, bez obaw wsiadasz do nowej, autonomicznej kapsuły i ani przez chwilę nie ogarniają cię wątpliwości związane z bezpieczeństwem.



Pigułka zapomnienia
Brzmi jak SF? Nic dziwnego – przedstawiony scenariusz wciąż jeszcze wydaje się mieć najwięcej wspólnego z fantastyką naukową. Wiele wskazuje jednak na to, że w nieodległej przyszłości może się spełnić. Wszystko za sprawą coraz bardziej zaawansowanych badań dotyczących układu nerwowego, roli snu i sposobu, w jaki zapamiętujemy lub wypieramy z pamięci różne wspomnienia.
Programowanie snów czy selekcja wspomnień mogą wydawać się mało realne, ale technologie, które to umożliwiają, już istnieją. Nie są – i prawdopodobnie przez lata nie będą – dostępne komercyjnie, ale prace nad takimi rozwiązaniami trwają. Niektóre zespoły badawcze chwalą się coraz bardziej intrygującymi sukcesami. Na razie – jak w przypadku badań prowadzonych przez zespół profesora Roberto Malinowa, neurologa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego – kasowanie wspomnień działa na szczury. Mózgi genetycznie przygotowanych do takich zabiegów gryzoni są traktowane promieniem lasera, który powoduje rozluźnienie połączeń pomiędzy neuronami, a w efekcie wymazanie wspomnień.

Boisz się? To przestań!
Wszystko dzieje się w specyficznych, kontrolowanych warunkach laboratorium, ale inny zespół badawczy pracuje już nad nieco odmiennym rozwiązaniem. Jego celem jest oszczędzenie nam zespołu stresu pourazowego – psychicznej reakcji na stresujące przeżycia. Jedną z badanych metod jest elektryczna stymulacja mózgu podczas snu. Testuje ją zespół badaczy z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem.
Osoby biorące udział w badaniu mogły – nie przerywając snu – kontrolować jego przebieg, będąc w stanie tzw. świadomego snu. Zdaniem badaczy otwiera to ogromne możliwości – od terapii różnych zaburzeń czy leków, po zwykłe programowanie snów i sprawienie, że będą dla nas przyjemniejsze.

Jest zapewne jedynie kwestią czasu, gdy pionierskie obecnie badania przestaną być zaledwie obiecującą naukową nowinką, a staną się komercyjnie dostępną technologią. Nasza sypialnia zmieni się wówczas nie do poznania. Będzie służyć nie tylko odpoczynkowi i regeneracji. Stanie się miejscem, gdzie w świadomy sposób będziemy zarządzać pamięcią, intensyfikować dobre wspomnienia i osłabiać te złe.
Badana przez niemieckich naukowców możliwość świadomego śnienia również otwiera przed nami ogromne możliwości. Funkcje lecznicze to jedno, ale łatwo wyobrazić sobie sen jako formę niezwykle intensywnego seansu kinowego, podczas którego to my jesteśmy jednocześnie widzem, reżyserem i aktorem. Tylko czy mając do dyspozycji tak niesamowite możliwości, będziemy chcieli w ogóle opuszczać sypialnię?

Przyszłość właśnie nadeszła. Zamiast sypialni – maszyna do spania

Tradycyjne pomieszczenie z łóżkiem i szafką nocną to nie wszystko. Coraz częściej ich rolę przejmuje jakaś forma maszyny do spania – urządzenie zapewniające możliwość odpoczynku, a jednocześnie znacznie lepiej dopasowane do współczesnych trendów i stylu życia.

Odpoczynek czy rozrywka?
Jaką rolę powinna pełnić sypialnia w niedalekiej przyszłości? To miejsce wypoczynku czy może rozrywki? Trudno o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, bo wszystko zależy od tego, komu je zadamy.
Lekarze i specjaliści zajmujący się fizjologią człowieka podkreślą znaczenie zdrowego, krzepiącego snu. Eksperci dbający o maksymalną efektywność potraktują sen jako przerwę w pracy, mającą na celu jedynie zregenerowanie nas przed kolejną porcją zadań do wykonania. Odwrotnie zrobią niektórzy projektanci, którzy puściwszy wodze fantazji, zechcą zmieniać nasze sypialnie w miejsca, gdzie sen jest tylko dodatkiem do ekscytującej rozrywki.
Nic zatem dziwnego, że sypialnie niedalekiej przyszłości będą się od siebie radykalnie różnić, w zależności od priorytetów użytkownika. Nie brakuje całkowicie nowych koncepcji. Zgodnie z nimi będziemy spali w pracy albo we wspólnych przestrzeniach działających na zasadzie współdzielenia przestrzeni.

Jakość snu przede wszystkim
Przykładem rozwiązania, które na pierwszym miejscu stawia jak najwyższą jakość snu, jest zaprezentowany kilka lat temu pomysł łóżka o wymownej nazwie Sleeping Tomorrow. Nazwanie go po prostu kolejnym meblem do spania byłoby afrontem – to raczej przestrzeń do wypoczynku. Zaprojektowana została wspólnymi siłami przez firmę Deslee Clama i cenionego duńskiego designera Axela Enthovena, który zasłynął m.in. z zaprojektowania przyczepy kempingowej inspirowanej operą w Sydney.
Okazałe łoże oferuje możliwość niezależnej – dla dwóch osób – regulacji położenia elementów ramy materaca. Przypomina to rozwiązanie znane z łóżek szpitalnych i daje możliwość optymalnego ułożenia ciała. Co istotne, materac i tkaniny wyściełające łóżko zostały wyprodukowane z użyciem nanotechnologii, utrudniając tym samym namnażanie się bakterii i roztoczy.
Ważnym elementem jest również dźwiękochłonne wezgłowie, dzięki któremu w wypoczynku nie będą przeszkadzały odgłosy otoczenia. Projektanci zadbali również o oświetlenie o zmiennej barwie, sprzyjającej relaksowi i zasypianiu, a także o dodatkowe elementy zwiększające komfort, jak oświetlenie podłogi, ekran LCD czy system audio, dzięki któremu odtworzymy nie tylko ulubioną muzykę, ale również sprzyjające relaksowi dźwięki, jak odgłosy przyrody, dźwięk letniej burzy czy szum oceanu.

Czas do łóżka, czyli nadeszła pora na dobrą zabawę
Biegunowo odmienna koncepcja najważniejszego elementu sypialni powstała w studiu projektowym Think Future Design za sprawą Edoarda Carlina. Łoże o nazwie HiCan nawiązuje koncepcją do dawnych łóżek z baldachimem. W nowoczesnym wydaniu ma formę wielkiej klatki, w której możemy odgrodzić się od świata, opuszczając dźwiękochłonne rolety. Wewnątrz znajdziemy wszystko, co – zdaniem projektanta – potrzebne do komfortowego snu, ale i dobrej zabawy.

Poza samym łóżkiem będzie to projektor multimedialny, telewizor, konsola do gier i system audio. Do tego konfigurowalne oświetlenie i możliwość precyzyjnego kontrolowania warunków snu, dzięki systemowi wentylacji i instalacji zapewniającej ogrzewanie lub chłodzenie.
Wisienką na torcie jest w tym przypadku monitorowanie funkcji życiowych i analiza czynników wpływających na jakość snu. Zaprezentowany kilka lat temu projekt jest ciągle rozwijany i udoskonalany, a twórca chwali się zamówieniami, prezentując m.in. jeden z modeli HiCan w apartamencie w Dubaju.

Kapsuła GoSleep została zaprojektowana i powstała w Finlandii

Inspiracją są komfortowe fotele, które znajdziemy w samolotach w klasie biznesowej

Na razie znajdziemy je na wybranych lotniskach świata, na przykład w Abu Dhabi i Dubaju

Sypialnia cyfrowych nomadów
Powyższe koncepcje, choć prezentowały odmienne podejście do kwestii odpoczynku, miały wspólną, kluczową cechę – powstały z myślą o domowym zaciszu. Tylko czy na pewno w nieodległej przyszłości będziemy spać w tradycyjnie rozumianych domach i mieszkaniach? Nie brakuje głosów sceptycznych, popartych argumentem, że granice pomiędzy życiem osobistym i zawodowym zacierają się coraz bardziej.
Rezultatem podobnych przemyśleń są projekty takie jak polski Clipster, przenoszące ideę coworkingu na całość życia użytkowników – coliving. Można w nim korzystać z przestrzeni do pracy, ale także wynająć mikroapartment – będący w gruncie rzeczy miniaturową przestrzenią do spania.

Po jej opuszczeniu użytkownicy mają do dyspozycji bogatą infrastrukturą, życie towarzyskie, a przede wszystkim wsparcie przy rozwijaniu własnej firmy czy startupu.
Coliving nie jest jednak dla każdego, a spać i odpoczywać musimy wszyscy. Dla osób potrzebujących szybkiej regeneracji dobrym pomysłem, będącym w gruncie rzeczy wariacją na temat współczesnej sypialni, wydają się kapsuły do spania. To rodzaj zabudowanej leżanki, dzięki której możemy na kilka godzin odciąć się od świata zewnętrznego i skorzystać z krzepiącego snu. Na razie znajdziemy je głównie na lotniskach, ale możemy przypuszczać, że w czasach, gdy spokój, prywatność i niezakłócony sen stają się coraz trudniej dostępne, będzie ich w naszym otoczeniu przybywać.

Elektronika w sypialni. Poznaj swój sen, by móc spać lepiej

Jak spać, aby się wyspać? Monitorowanie snu za pomocą elektronicznych gadżetów to tylko połowa sukcesu. Drugą stanowi takie wykorzystanie dostępnych rozwiązań, by sen był faktycznie krzepiący, a pobudki przestały kojarzyć się z terrorem budzika.

Policz się z życiem
”Mane, tekel, fares” – według jednej z biblijnych przypowieści te właśnie słowa pojawiły się na ścianie jednego z babilońskich władców. Oznaczają ”policzone, zważone, rozdzielone”, stanowiąc tym samym krótkie, ale trafne podsumowanie trendu zwanego lifeloggingiem.
Jego idea sprowadza się do opisania nas oraz naszego ciała i aktywności liczbami. Te można porównywać i poddać analizie, szukając tym samym sposobów na poprawę wydajności, zdrowia czy jakości życia.
Prowadzenie tak wszechstronnych pomiarów staje się z roku na rok coraz łatwiejsze. Wszystko za sprawą coraz ciekawszej oferty branży wearables – elektroniki, którą nosimy na sobie. Jej przedstawicielami są m.in. smartwatche, trackery aktywności czy sportowe opaski.

Gdy śpisz, on czuwa na nadgarstku
Te bardziej zaawansowane – jak Apple Watch, Samsung Galaxy Watch czy wyższe modele zegarków Polar albo Garmin – potrafią naprawdę wiele. Są w stanie nie tylko monitorować naszą aktywność, ale także zadbać o regenerację, a także sprawdzić, jak przebiega odpoczynek.
Dzięki wbudowanym czujnikom, jak m.in. akcelerometry, zegarki są w stanie samodzielnie wykryć, kiedy zasypiamy. Mogą wówczas mierzyć nie tylko ruchy naszego ciała, ale także monitorować pracę serca, natlenienie krwi a nawet, w przypadku niektórych modeli (choć jest to pomiar orientacyjny), ciśnienie krwi. Do czego mogą się przydać takie dane? W zależności od tego, w jakiej aplikacji je wykorzystamy, możemy nie tylko sprawdzać, jak długo śpimy, ale także np. realizować cele związane ze snem, wykorzystując w tym celu tzw. gamifikację. To bazujące na mechanizmach znanych z gier rozwiązania, zachęcające np. do wydłużenia czasu odpoczynku albo uregulowania pory, gdy kładziemy się spać. Informacje o śnie, wraz z próbą analizy jego faz, mogą przydać się także do budzenia w najlepszym możliwym momencie.

Jak spać lepiej?
O jakość snu mogą zadbać również wyspecjalizowane aplikacje, jak rozwijana przez polską firmę Nightly. Jej zadanie to – jeśli wierzyć zapewnieniom twórców – ułatwienie zasypiania, ochrona przed koszmarami sennymi a także łagodne budzenie.
Algorytmy sterujące aplikacją zostały opracowane przez specjalistów, w tym psychiatrów i neurofizjologów. Dzięki nim powstały specjalne nagrania pozwalające na wyciszenie się przed snem. Aplikacja potrafi również serwować kojące dźwięki, a także wytwarzać skojarzenia, za sprawa których ułatwimy sobie zasypianie.
Nightly zadba o odpowiedni nastrój przed zaśnięciem, co może pomóc w uniknięciu sennych koszmarów. Gdy już zaśniemy, aplikacja – dzięki zbudowanym wcześniej skojarzeniom związanym z bodźcami dźwiękowymi – ma pomóc śnić przyjemnie i błogo, o odpowiedniej porze łagodnie wybudzając.
Budzenie światłem
W tym samym celu warto wykorzystać możliwości, jakie daje zaawansowane oświetlenie, którego przykładem jest m.in. system inteligentnych żarówek Hue. W połączeniu z mobilną aplikacją LED-owe, komunikujące się bezprzewodowo źródła światła mogą stać się pomocne w zasypiania i przydatne w roli budzika.

Wieczorem, przed porą zasypiania, możemy korzystać m.in. ze stopniowej zmiany jasności i temperatury oświetlenia. Światło w sypialni bywa przydatne również w porze budzenia. Zamiast natarczywego dźwięku budzika możemy zaserwować sobie stopniowy wzrost jasności lamp, symulując w ten sposób wschód słońca.
Sojusznik w walce o lepszy sen
Elektronika zaczyna spłacać swój dług, zaciągnięty przed laty. Przez długi czas urządzenia z ekranami, w tym smartfony, były uważane za jeden z ważniejszych czynników wpływających na obniżenie jakości snu. Emitowane przez nie światło wpływa bowiem negatywnie na produkcję hormonów odpowiedzialnych za zasypianie i odpoczynek.
Choć tamte zarzuty pozostają aktualne, trzeba podkreślić, że w tej kwestii coraz więcej się zmienia. Powstają liczne rozwiązania, które – wykorzystując otaczające nas sprzęty – mają na celu nie tylko zbieranie danych, ale faktyczną poprawę jakości życia i nocnego odpoczynku.

Wodooszczędność to trend globalny. Czy jesteś na niego gotów?

Zapotrzebowanie na wodę rośnie, bo przybywa ludności na Ziemi. Według ONZ do 2050 roku będzie nas już 9 mld. Do tego dochodzą zmiany klimatu - przyroda nie ma czasu nadrobić strat.

W liczącym 4 mln mieszkańców Kapsztadzie już w tym roku miało zabraknąć wody – po prostu przestałaby płynąć w wodociągach. Wszystkiemu winna była największa od lat susza, ale i brak alternatywnych źródeł jej pozyskiwania. Ostatecznie udało się przesunąć "dzień zero" na 2019 rok. Mieszkańcy nadal muszą ją oszczędzać.
- W Polsce jeszcze nie jest tak źle, jak w Kapsztadzie. Żyjemy w klimacie umiarkowanym – uspokajał na antenie TOK FM prof. Artur Magnuszewski Czytaj więcej

Choć wedle danych Ministerstwa Środowiska sprzed kilku lat, w naszym kraju przypada trzy razy mniej wody pitnej na osobę niż na przeciętnego Europejczyka. Są jednak również dane optymistyczne: według danych GUS w Polsce obserwuje się systematyczny spadek zużycia wody przez gospodarstwa domowe. W 2017 r. spadło ono w skali rok do roku o 14,6 hm3 (a więc o 1,2 proc.).

01.

Ile wody jest na świecie?

Ile wody jest na świecie?

Prawie 97 proc. zasobów to woda zasolona, która nie może zostać wykorzystana do codziennych potrzeb

02.

3,5 proc. zasobów stanowią wody słodkie.

3,5 proc. zasobów stanowią wody słodkie.

Jednak do 90 proc. z nich również nie mamy dostępu – to lodowce i pokrywy śnieżne.

03.

1 proc. słodkich wód powierzchniowych i podziemnych.

1 proc. słodkich wód powierzchniowych i podziemnych.

Tyle nadaje się potencjalnie do wykorzystania przez człowieka.

04.

To, wbrew pozorom, zupełnie wystarczająca ilość.

To, wbrew pozorom, zupełnie wystarczająca ilość.

Sęk w tym, że zasoby nie są nieskończone, a zmiany klimatyczne robią swoje. Dlatego oszczędzać warto już dziś – skorzystają na tym tak nasze portfele, jak i środowisko.

A więc już oszczędzamy. I nawet jeżeli nie ma to bezpośredniego związku z trendami, to takie podejście zaprocentuje po latach. Domy będą coraz bardziej wodooszczędne - i nie ma co do tego wątpliwości. Przy okazji odetchną nasze portfele. Dziś już na etapie planowania możemy sprawić, by za kilka lat rachunki były mniejsze. Podziękuje nam też środowisko.
Jednym z rozwiązań, które warto wziąć pod uwagę, jest instalacja deszczowa. Specjalne zbiorniki zbierają deszczówkę, a zebraną wodę można wykorzystać do sprzątania czy spłukiwania toalety. Na rynku dostępne są również zbiorniki do gromadzenia wody z wanien czy umywalek, z której tworzy się wodę szarą.

Tym sposobem tę ze zmywania czy prania można przeznaczyć np. na podlewanie ogrodu. Z szacunków wynika, że dziennie uzyskać można w ten sposób 55 litrów na osobę, co przekłada się na zmniejszenie zapotrzebowania na wodę pitną o blisko 30 proc. Ciekawym pomysłem jest także instalacja dualna, dzięki której woda zużywana w umywalce zostaje wykorzystana w toalecie.

Rekomendacja redakcji

Za trendem podążają również producenci AGD. Dzięki temu coraz częściej same urządzenia dbają o oszczędzanie zasobów. Np. w pralkach Bosch znajdziemy opcję EcoPerfect – redukuje zużycie energii elektrycznej i wody nawet do 50 proc. I może być wykorzystana niemal w każdym trybie prania.
Skoro o praniu mowa, to warto pamiętać, że nasze domy nie tylko zużywają dużo wody, ale też wypuszczają do środowiska szkodliwe substancje.
Naukowcy z NOAA dowiedli, że takie produkty jak kosmetyki, perfumy czy środki czystości i proszki do prania mogą być źródłem zanieczyszczenia powietrza w podobnym stopniu, jak samochody.

Z detergentów zupełnie zrezygnować się nie da, ale warto je ograniczać. Zwykle zdrowo z nimi przesadzamy. Tu także producenci są po naszej – i środowiska - stronie. Np. Bosch oferuje w swoich pralkach funkcję i-DOS, która samodzielnie dobiera ilość środka czyszczącego, biorąc pod uwagę poziom zabrudzenia, zapełnienie bębna i rodzaj tkanin. I robi to z dokładnością do jednego mililitra.
W takie rozwiązania warto zainwestować już dziś. Ale technologia to nie wszystko – zacząć trzeba przede wszystkim od zmiany nawyków.

Chcesz oszczędzać wodę? Zmień nawyki i postaw na technologię

Technologia ma ogromne znaczenie, ale nie wyręczy nas we wszystkim. Jeśli naprawdę zależy nam na oszczędzaniu wody, zmiany muszą być dwutorowe. Proste, codzienne nawyki to pierwszy krok.

Weźmy zwyczajne zmywanie naczyń. Zastanów się: jak to robisz? Czy od razu odkręcasz całkiem potężny strumień? Dopiero potem orientujesz się, że trzeba zdjąć zegarek albo biżuterię? Podwijasz rękawy koszuli? No tak, suszarka jest pełna naczyń z poprzedniego zmywania. A woda leci…
Tymczasem jej oszczędzanie to żadna filozofia. Nawet drobna zmiana przyzwyczajeń potrafi dać wymierne oszczędności. Dowody?
Po dużym rodzinnym obiedzie możesz przeznaczyć na zmywanie pod bieżącą wodą nawet 60-90 litrów. Jeśli masz zlew dwukomorowy, najlepiej więc napełnić jedną z nich, a z kranu korzystać tylko do opłukiwania. Jeszcze lepszym wyjściem będzie zmywarka, która zużyje na jedno mycie od 9 do 12 litrów.

Przykłady można mnożyć. Szacuje się, że dziesięciominutowy prysznic to 60 – 70 litrów wody. W wannie zużyjemy jej nawet ok. 2,5 razy więcej. Od razu widać, co się bardziej opłaca. Kilka lat temu rynek próbował podbić Water Pebble, czyli inteligentny gadżet umieszczany przy spływie w brodziku, a służący do monitorowania zużycia wody. Przypominające sygnalizację drogową światełka informowały użytkownika o konieczności wyjścia spod prysznica. Mimo niskiej ceny, urządzenie to zupełnie się jednak nie przyjęło. Co tylko dobitnie pokazuje, że cudów nie ma: jeśli sami nie zechcemy zmienić nawyków, to technologia tego za nas nie zrobi. Z kolei rozwiązania faktycznie opłacalne nie muszą być od razu przesadnie skomplikowane.

Z kolei rozwiązania faktycznie opłacalne nie muszą być od razu przesadnie skomplikowane. Kluczowy jest choćby wybór baterii. Przy klasycznej, dwuuchwytowej (z dwoma kurkami), tracimy czas na ustalenie temperatury. Szacuje się, że w ten sposób zużywa się nawet o 25 procent więcej wody, niż w przypadku baterii jednouchwytowej. Jeszcze lepszym rozwiązaniem będzie taka z precyzyjnym termostatem.
Niezwykle pożyteczny będzie również perlator, czyli rozwiązanie banalnie proste i kosztujące od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. To nakładka na koniec wylewki, która napowietrza strumień i zwiększa jego objętość. Szacuje się, że w umywalce oszczędza to nawet do 2 litrów na minutę. W przypadku np. prysznica oszczędności będą jeszcze większe.

Dobrym pomysłem jest czujnik wody, który dziś w ofercie ma już wiele firm. Mierzy on wilgotność i z wyprzedzeniem informuje o przeciekach. Zasada jest bowiem prosta: jeśli widzisz wodę, jest już za późno. Taki czujnik podłączyć można do sieci WLAN, by na stałe monitorować stan pomieszczenia i zapobiegać nie tylko awariom, ale też np. powstawaniu pleśni. A w razie większych problemów urządzenie poinformuje o tym właściciela np. mailem.
Dzisiaj w walce o wodooszczędność pomagają także pralki i suszarki. Każdy już chyba wie, by wybierać urządzenia z jak najwyższej klasy energetycznej – to standard. W najnowocześniejszych sprzętach znajdziemy również dodatkowe funkcje, dzięki którym zużycie wody i prądu będzie jeszcze mniejsze. Możemy odświeżyć ubranie bez prania i używania wody czy detergentów przy pomocy tzw. aktywnego tlenu, czyli naturalnej substancji w formie zimnej mgiełki. Więcej na ten temat piszemy w kolejnym artykule, który znaleźć można poniżej.

Rekomendacja redakcji

Nad rozwiązaniami idącymi jeszcze dalej pracuje obecnie teksaski start-up Pani. Jego założyciel, Allen Tsai, inspirację czerpie między innymi z misji w Nepalu, gdzie pomagał przy budowie studni w lokalnych wioskach. Tamtejsze gospodarstwo domowe zużywa przeciętnie ok. 57 litrów wody dziennie. W USA średnia dla przeciętnej rodziny wynosi zaś… prawie 950 litrów (!). Jak pisze Tsai w swoim manifeście Dowiedz się więcej, do zmniejszenia tych dramatycznych statystyk nie wystarczą inteligentne czujniki. To za mało.
Co więc zamiast tego? Zdaniem szefa teksaskiego start-upu, nasze mieszkania muszą ewoluować, przechodząc od scentralizowanego dostępu do wody do większej samowystarczalności.

Zamiast polegać na centralnej kanalizacji, potrzebujemy prywatnych systemów monitorowania, przetwarzania i recyklingu. 93 proc. wody na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej podlega recyklingowi. Najwyższy czas, by taka technologia zawitała i do naszych mieszkań.
Nie warto jednak czekać – nawyki zmienić można już dziś. A razem z nimi: sprzęt AGD. Inwestycja w inteligentne urządzenia, które z mieszkania zrobią prawdziwy Smart Dom, szybko się opłaci. Bycie eko ma kilka zalet. Przede wszystkim oszczędzając wodę, oszczędzamy też pieniądze, a ponadto dbamy o przyszłość naszej planety, a to jest to wartość bezcenna. Pamiętajmy, że działając dwutorowo, zmieniając małe przyzwyczajenia i użytkując nowoczesne i energooszczędne urządzenia zwiększamy nasze szanse na sukces.

Pralki i suszarki do nowoczesnego domu. Sprzęt AGD, który ogranicza zużycie wody i detergentów

Nie wiesz, jak ograniczać zużycie wody, dbać o środowisko i zmniejszać rachunki? Pomaga w tym nowa technologia dostępna w pralkach i suszarkach.

Producenci sprzętu AGD doskonale zdają sobie sprawę z trendów, a także z tego, że nawyki trudno zmienić. Nowe możliwości pralek czy suszarek sprawiają jednak, że łatwiej dbać o środowisko i niższe rachunki, bo tym zajmuje się sama technologia. Wystarczy nacisnąć guzik. Tak jest z trybem EcoPerfect w pralkach Bosch, który zmniejsza zużycie wody i energii – nawet do 50 proc. W modelach z serii VarioPerfect znajdziemy też tryb Start/Pauza. To przydatna rzecz dla zapominalskich, którzy w każdym momencie mogą dorzucić dodatkowe ubranie do prania, jeśli pozwala na to cykl. Nie trzeba więc nastawiać kolejnego, mniejszego prania, które znowu zużyłoby wodę i prąd.

A co z detergentami? Wpływ pojedynczego użytkownika pralki na zanieczyszczenie jest rzecz jasna nieduży, ale naukowcy zwracają uwagę, że podczas prania do środowiska uwalniają się np. resztki plastiku z odzieży. Można je znaleźć także w Bałtyku. Największym ich źródłem są kawałki włókien tkanin sztucznych, które podczas prania wydostają się do kanalizacji.
- Bardzo obficie pylą na przykład polary, nie tylko podczas prania, ale też przy zwykłym użytkowaniu – mówiła "Przekrojowi" dr Agnieszka Dąbrowska. Dowiedz się więcej.

ActiveOxygen Refresh to odświeżanie przy użyciu cząsteczek aktywnego tlenu. Nie potrzeba do niego ani wody, ani detergentu

Funkcja EcoPerfect zmniejsza zużycie wody i energii nawet do 50 procent

Automatyczny system dozujący i-DOS dobierze idealną ilość detergentu. To korzyść dla twojego prania i kieszeni – a także środowiska

Dzięki funkcji Start/Pauza możesz w każdej chwili dołożyć zapomnianą rzecz do pralki, jeśli tylko cykl prania na to pozwala

Oczywiście nie chodzi o to, by rezygnować z prania, ale większość z nas robi to za często. Nowoczesne pralki oferują funkcję odświeżania, która nie używa chemicznych dodatków – warto z niej korzystać. Np. jeansy po jednym czy dwóch dniach noszenia zwykle nie potrzebują gruntownej "kąpieli" w detergentach. Nie trzeba też prać ubrań np. wyjętych z szafy (choćby po lecie, gdy zmieniamy garderobę na zimową) czy dopiero co kupionych. W urządzeniach Bosch znajdziemy funkcję ActiveOxygen Refresh, czyli odświeżanie przy użyciu cząsteczek aktywnego tlenu.

Usuwa do 99,99 proc. bakterii, zupełnie bez detergentów.Choć, rzecz jasna, zupełnie wyeliminować się ich nie da. Chodzi jednak nie tylko o skład chemiczny, ale i błędne użycie. Większość z nas używa za dużo środków chemicznych. Tymczasem duża ilość detergentu wydłuża pranie, zwiększając koszty związane ze zużyciem wody i energii. Inżynierowie marki Bosch opracowali więc technologię i-DOS. Pozwala ona zaoszczędzić aż do 7 tysięcy litrów wody rocznie i do 30 proc. środków piorących w płynie.

Rekomendacja redakcji

System sam analizuje wielkość wsadu, jego skład oraz stopień zabrudzenia ubrań w pralce. Dzięki temu automatycznie dozuje detergent, przeznaczając na pranie odpowiednią jego ilość – z dokładnością do mililitra. Środki czystości nie marnują się, a przy tym nie zostają na ubraniach, co mogłoby prowadzić do podrażnień czy uczuleń.
I w przypadku prania warto zmienić kilka szkodliwych nawyków. Spore znaczenie ma poziom załadowania pralki. Złota zasada brzmi: w przypadku tkanin delikatnych możemy sobie pozwolić na połowę zapełnionego bębna. W pozostałych sytuacjach sprawdzamy, czy od góry i z boku została przestrzeń na szerokość dłoni.

Pralki to jedno, a suszarki? Mniejszą ilość energii pobierają np. modele Bosch HomeProfessional. Wyposażone są w pompę ciepła, dzięki której można suszyć w niższej temperaturze. System lepiej dba o tkaniny – a więc nie zużywają się tak szybko. Przy tym urządzenia są dużo bardziej energooszczędne niż klasa A, nawet do 60 proc. Technologia ta działa jak sprężarki w chłodziarkach, które odbierają ciepło z żywności, oddając je do pomieszczenia. Nowe suszarki wykorzystują również rozwiązanie SelfCleaning Condenser – dzięki niemu urządzenie samo dba o to, by wymiennik ciepła pozostał czysty. To ważne, bo brudny filtr zużywa więcej energii.

Suszarka do ubrań Bosch. Satysfakcja gwarantowana lub zwrot pieniędzy!

Sprawdź działanie suszarki Bosch i poznaj jej funkcje we własnym domu. Kup suszarkę Bosch w dniach od 17.09.2018 r. do 17.12.2018 r. Zapewniamy pełną satysfakcję lub możliwość zwrotu w ciągu 30 dni. Skorzystaj z promocji

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.